Z_WODNICZA herbatka. Performans spontaniczny.

Heteropropaganda uczyniła z nas dziewczyny cierpiące z powodu miłości niemożliwej. A my mamy większe zadania. Uwodzimy i kochamy panseksualnie, karzemy nikczemników i pilnujemy najskrytszych tajemnic. A nade wszystko strzeżemy – bezwzględnie – porządku natury. Ekofeminizm narodził się z naszego podszeptu.  Obserwujemy i dobrze się bawimy.

Po nocy Kupały ponoć łagodniejemy, bo chrzczą wodę. Ale lepiej nie ufajcie tym chrześcijańskim zabobonom.

Napijcie się z nami herbatki z wody bagnistej. Wodnice zawsze trochę śmierdzą mokradłami… Do każdej herbatki dodamy magiczną kostką cukru. To nie jest zwykły cukier, to dodatek, który sprawia, że życie staje się ciekawe i prawdziwe. Jest lepszy od pigułki czerwonej, niebieskiej czy czarnej. Możecie wziąć kostkę cukru ze sobą. Wrzucić do herbaty, wody czy kawy, i zobaczycie światy nieznane, i nas w nich spotkacie.

A teraz posłuchajcie naszych herstorii:

WARSZAWSKA SYRENA
Nie pamiętam dnia, w którym po raz pierwszy zobaczyłam Warszawę. Pamiętam za to Rzekę.
Wisła była wtedy inna niż dzisiaj. Szeroka, dzika i pełna tajemnic. Pod wodą miałam swój świat. Cieszył mnie żwawy nurt rzeki i światło przesuwające się po powierzchni. Tylko z daleka dochodziły ludzkie głosy.
Przypłynęłam z północy, z Bałtyku. Mówiono, że miałam siostrę. Została nad morzem, a ja popłynęłam dalej. Nie wiedziałam dokąd zmierzam, aż zobaczyłam piaszczysty brzeg u podnóża dzisiejszego Starego Miasta. Była tam niewielka osada rybacka i tam zostałam.
Poczułam, że to moje miejsce, że to miejsce mnie rozpoznaje. Wieczorami wychodziłam z wody, siadałam na brzegu i śpiewałam.
Rybacy początkowo myśleli, że jestem wiatrem. Potem, że ptakiem. W końcu jeden z nich zobaczył mnie naprawdę. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę. Potem zanurzyłam się i zniknęłam.
Od tej pory zaczęli mnie wypatrywać. Słyszeli mój śpiew, kiedy wracali z połowów. Mój głos płynął nad Wisłą, wpadał między drzewa, zaglądał do chat. Rybacy przerywali pracę, żeby mnie posłuchać. Ale miałam zwyczaj, który bardzo ich złościł. Wypuszczałam ryby z sieci, plątałam więcierze, wzburzałam wodę. Nie robiłam tego ze złości. Po prostu nie mogłam patrzeć, jak rzeka, którą kochałam, zostaje bez życia.
Pewnego dnia pojawił się człowiek, który zobaczył we mnie interes. Był bogatym kupcem. Pomyślał, że skoro mój głos jest niezwykły, można na nim zarobić. Schwytał mnie i zamknął w drewnianej szopie z dala od Wisły. Po raz pierwszy poczułam wtedy coś, czego wcześniej nie znałam. Strach. Strach, że mogę już nigdy nie wrócić do wody.
Wołałam. Prosiłam. Śpiewałam. Wreszcie mój głos usłyszał młody syn rybaka. Przyszedł nocą. Byli z nim inni. Otworzyli drzwi i wypuścili mnie. Kiedy zanurzyłam ogon w wodzie poczułam, że wróciłam do siebie. Zobaczyłam ludzi stojących na brzegu i zrozumiałam, że to miejsce stało się dla mnie prawdziwym domem. Nie dlatego, że chciało mnie posiadać, ale dlatego, że pozwoliło mi istnieć.
Złożyłam obietnicę, że kiedy nadejdzie niebezpieczeństwo, stanę po stronie mieszkańców. Dostałam miecz i tarczę.
Ludzie zaczęli umieszczać mój wizerunek na pieczęciach, stałam się też godłem Miasta.
I tak zostałam częścią tego Miejsca, tego Miasta, tej Rzeki.

REDUNICA_JEZIORNICA
Jesteśmy Wodnicą. Panną Wód Słodkich. Nazywamy się Jeziornica_Redunica. Powstałyśmy tam, gdzie rzeka wpada do jeziora – w miejscu spotkania dwóch żywiołów. Łączymy to, co rzeczne, z tym, co jeziorne. To, co płynie, z tym, co stoi. To, co jasne, z tym, co ciemne.
Mam dwie twarze. Jak dwie nogi, które pokrywają łuski i są jak dwa syrenie ogony. Mamy też płetwy i błony między palcami. Jesteśmy trochę stąd, a trochę stamtąd. Poruszamy się między światami, i raz zapraszamy a raz zaciągamy śmiertelników i śmiertelniczki w podwodne krainy. Nasze matki bardzo cierpią, kiedy opuszczamy podwodne krainy, żeby związać się z ludźmi. Z żalu zmieniają się w łabędzie i odlatują za Siódme Morze

Jako Redunica lubimy ludzi. Lubimy, kiedy przychodzisz nad rzekę, staw, jezioro. Kiedy siadasz na brzegu i patrzysz w wodę. Lubimy z tobą rozmawiać. Czasem nawet lubimy być blisko.
Mamy zdolność przystosowania się do rzeczywistości, także fizycznie. Kiedyś musiałyśmy ukrywać swoją odmienność. Udawać zwyczajną dziewczynę. Pilnować, żeby nikt nie zobaczył błon między naszymi palcami ani łusek na biodrach.
Dziś, w queerowych czasach, możemy pokazywać swoją inność. Ale nie oszukujmy się – normatywne nie jesteśmy. I nigdy nie będziemy.
Zdarzało się nam zakochiwać w człowieku. Dawniej zwykle był to mężczyzna. Tak mówią legendy. Dziś możemy kochać, kogo chcemy. Moje Siostry, Wodnice, odkryły to zresztą przed nami.
Jeśli kiedyś będziecie na Kaszubach, przyjdźcie nad Radunię. Tam mieszkamy. Nosi nasze imię albo my nosimy jej. Zresztą to wszystko jedno.

Jako Jeziornica nie przepadamy za ludźmi. Nie jesteśmy miłe, oj nie jesteśmy. Zamiast krwi płynie w nas woda. Dlatego mówią, że jesteśmy zimne jak ryba. I to nie jest metafora.
Najczęściej wychodzimy nocą na brzeg i śpiewamy. Tak pięknie, że trudno nam się oprzeć. Kiedy zaczynasz iść za naszym głosem i wchodzisz do wody, wszystko się zmienia. Piękna pieśń przechodzi w straszny żabi skrzek, który wieszczy koniec.
A jeśli śpiew nie zadziała? Wtedy mamy inne sposoby. Jakie? Może kiedyś się przekonasz… jak trafisz nad Czarne Jezioro.

MELUZYNA
Jestem Mélusine — wróżka, czarodziejka, rusałka wodna w postaci ni to panny, ni wodnego węża. Od głowy do pępka jestem kobietą – dorodną i wspaniałą. Moje długie włosy czeszę przed lustrem. Lecz w każdą sobotę od pępka w dół moje ciało zamienia się w wężowy ogon — gruby jak beczka, w której przechowuje się śledzie, długi i potworny. Uderzam nim w wodę tak gwałtownie, że bryzgi sięgają sklepienia.
Jestem założycielką rodu Lusignan, królów Jerozolimy i Cypru. Stronię od mężczyzn, a żaden z nich nie może zobaczyć mnie nagiej. Kiedy mąż w sobotę podstępem ujrzał mnie w kąpieli, w gniewie przeobraziłam się w latającego węża – pół kobietę, pół smoczycę. Wyskoczyłam z okna zamku i odtąd krążę nad miastami i przypominam o sobie tym, którzy mocą krwi i klątwy należą do mojego rodu. Moja obecność przynosi zapowiedź nieszczęścia i nieuchronnej zmiany. 
Jestem stworzona z ognia i wiatru, którego świst i wycie to mój śpiew i mój płacz. Ujawniam wszystko, co miało pozostać ukryte. Burzę wszystko, co miało wątłe podstawy.
Moje stopy są słabe. Ziemia nie chce mnie nosić. 

BRZEGINI
Możesz mnie spotkać wiosną o poranku lub kiedy słońce zachodzi – między dniem a nocą. Lekkim i długim krokiem stąpam wyłącznie na brzegach pól i lasów, pastwisk i borów, łąk i moczarów, łęgów i zagajników, w zakolach nadrzecznych łozin. Zawsze jestem pomiędzy, na granicy światów.
Opiekuję się brzemienną Ziemią, jej wczesnymi płodami, pierwszymi zielonymi gałązkami i bazimi kotkami.  
Poznasz mnie po wielkich okrągłych oczach. Wpadniesz w nie albo będę Cię nęcić do skutku, i wprowadzę między drzewa, ale nigdy w głąb. 
Moja miłość balansuje na granicy obłędu. Czy jesteś czyjąś żoną, matką, ojcem, staruchem czy staruchą, to nie ma znaczenia. Kocham wszystkich. Każda i każdy ma prawo dostępu, kiedy ogarnia mnie miłość.
Choć jest jeden warunek…
Kocham namiętnie, aż do oszołomienia, by po chwili sprowadzić sen pełen zjaw i majaków. Jeśli jesteś w porządku i z szacunkiem traktujesz Ziemię, nie kaleczysz jej, nie orzesz ponad miarę, a dbasz o plony, to z wilkiem w kościach się nie obudzisz. Nie będziesz żyć w nieszczęściu wśród susz i pożarów. Możesz rozkoszować się moją miłością. Lecz jeśli traktujesz Ziemię bez szacunku, eksploatujesz ją, wyjaławiasz, to sprowadzę na Ciebie i całą Twoją osadę nieurodzaj i powódź, aż zmuszą Cię do opuszczenia rodzinnych stron.
Nie powiem przy tym ani słowa. Jeśli Ci dobrze z oczu patrzy, mogę Ci tylko zaśpiewać.      

BRODZICA
Jam Wodnica, Panna Wód przybrzeżnych, płycizn, małych stawów, progów wodnych i wodospadów, gdzie szłapy z błonami lepiej się nadają niż te syrenie płetwy… no spróbujcie tako se pobrodzić z tymi płetwiskami!
I nie mylić tu mnie z Panną Topielicą, co w głębszych wodach robi i rybi ogon poważa. Kudły, a i owszem, może podobne mamy, długie, grube, wlokące się po ziemi i lśniące zielonością. No u mnie jeszcze na łonie tako gęstwina, co wszystkie Wodnice paczajóm z zazdrością. A i ustroić się lubię kwiatami, abo rzęsą i wodorostami.
I tako rzewnie śpiewam, że za mymi, i mych Sióstr Wodnych melancholijnymi pieśniczkami człeki zatracają się w tęsknocie, i idą ślepo w najgorsze odmęty. Nienasyceni.
Taaa, a Topielice za nimi, bo se z człekami lubieją zabawiać. Jo rozumiem, pochędożyć sobie, też lubia, no jako Brodzica, to gustuję w Rusałkach, Płanetnikach, Chmurnikach, Chałach czy Wiłach.
I weźcie sobie tych nieogarniętych człeków, co ino brudzić lubią wody me przybrzeżne… niech no tylko zobaczę jakie nieczystości, rzucanie kamieniami, sikanie, kąpiele przed czasem, przegradzanie, zawracanie, osuszanie, a łby pourywam, wyleję i potopię wszystko.
W Noc Kupały dziewuchy podlizują się, śpiywają dla mnie pieśniczki, by piykne, młode i czyste pozostać. A to tako proste, eźli dbacie o czystość i spokojny sen zimowy wody, to zdrowie, płodność i sytość wszystkim będą dane.

TRZĘSAWICA
No pikna jestem bez wyjątku, ciałko zielone, obślizgłe, tako się gryfnie trzęsie i podskakuje, a jako stąpam, to grunt tyż się trzącha, telepie jako ja. Już się nad Wami użalam, że nie dacie rady obaczyć mnie w całości, bo ino dekielek wystawiam nad ulubione mokradła i ruchome bagniska. Lubię se czasem popaczać na mój matecznik nad Biebrzą. No jako widzicie takie bąble na mętnej wodzie, to z pewnością ja se brykam w mule.
A że mój zgrabny nosek między oczami, abo nawet na czole mam, to potrafię bryzgać błotem i czarnym mułem daleko, oj bardzo daleko. Zatem uważajcie, bo jako chlusnę gorącą mazią, to bąble murowane i bydzie Wam skóra schodzić płatami. No jako ciypłe, to przyłóżcie se na bolawe czy ropiejące miejsca, a i łono, i lico Wam odmłodzę moimi smarkami. Ino mój oddech może Was odurzyć, i przytomności możecie mieć niewiela, no daje to źródłom cudowną moc, więc radzi bądźcie.
Dbam o mój podwodny zagródek, o pastwiska w bagnach, o larwy owadów, pijawki, skąposzczety, małże, żaby, ropuchy, kumaki, zaskrońce, ryby, ptaki wodno-błotne i o bobry, wydry i łosie, a jako kto zły, i brudzi wodę, to wciógnę w muł, przytrzymam, i niychaj zapomni, że żyw bydzie.

W performansie wykorzystano utwory:
*Oj w lecie, w lecie słońce jarzące – trad. ballada miłosna, muz. wieś Stojeszyn, woj. janowskie.
*A w niedzielę z porania – słowa: trad. ballada ludowa, Katarzyna Jackowska-Enemuo, muz: Jacek Hałas.
*Słoneczniki – słowa i muz: Katarzyna Jackowska-Enemuo
* Pocałunek ognia – słowa: Violetta Villas, muz: Angel Villoldo.

* Performans w ramach projektu L*AWendowe pogadanki finansowany jest przez Komisję Europejską w ramach Programu Równych Praw realizowanego ze środków programu CERV finansowanego ze środków Komisji Europejskiej w ramach programu „Obywatele, Równość, Prawa i Wartości” na lata 2021–2027.